Niebezpiecznie jest wychodzić, za próg swojego domu, bo nie wiadomo, gdzie Cię nogi poniosą

To były szaleńcze lata:) Poznańskie próbowanie wszystkiego i szukanie własnego sposobu na życie i nie tylko! Czegoś więcej, pasji. I nagle w tym całym chaosie odnalazłam nowe rozwiązania. Nowe a jednak stare. Takie, które są bliskie mojemu sercu. Ku zdziwieniu moich bliskich wystarczył mi tydzień na wyciszenie- jak zwykle w zakątku mojej mamy. Tam zaczęrpnęłam całą masę inspiracji, zaczęły się stopniowo układać nowe plany, projekty i proszę. Nareszcie zapanował ład i porządek, zwłaszcza po przeprowadzce. Nareszcie zniknął chaos rzeczy porozrzucanych wszędzie, kartonów stojących pod sufit, worków pełnych ubrań! Nareszcie odetchnęłam i poczułam się jak w domu! odkopałam stare płyty, stare książki, odnalazłam przedmioty o których całkowicie zapomniałam. A co najważniejsze, wyrzuciła lub rozdałam cały balast rzeczy niepotrzebnych, których nie używam, nie noszę i nie potrzebuję. Ta przestrzeń właśnie stała się powodem i źródłem nowych chęci. Szczerze mówiąc wakacje w tym roku zaledwie tylko musnęłam ale o ile wartościowsze okazały się w zasadzie? Trudno to na pierwszy rzut oka dostrzec. Narzekam na zmiany, lubię swoją małą stabilizację ale tak jak Biblo z "Hobbita" potrzebuję tej wielkiej przygody, wyruszenia w podróż, żeby naprawdę docenić mały domek i swoje Shire. Tyle mam szczęścia, ze moje dwa skarby podróżują razem ze mną. Trochę się tu pozmienia, będzie bardziej melancholijnie, troszkę tego i tamtego, taki mały powrót do natury i piękna, za którym tęskniłam- bez obrazy dla Poznania. Nowy, mój własny zakątek poznański,zakątek zieleni i naturalności. Mojej, nie ogólnie przyjętej, nie wyobrażanej, nie uznawanej, mojej.

Komentarze

Popularne posty