czwartek, 24 marca 2011

Mały Książę i Róża

· Jesteście piękne, lecz w środku puste. Za was nie można umierać. Oczywiście, jeśli chodzi o moją różę, to zwykły przechodzień mógłby pomyśleć, że jest ona do was podobna. Ale ona jest ważniejsza niż wy wszystkie razem wzięte, bo tylko ja ją podlewałem. Bo ją jedną nakrywałem kloszem, bo ją jedną osłaniałem parawanem. Bo tylko na niej tępiłem gąsienice (zostawiając dwie czy trzy na motyle). Bo tylko jej słuchałem, jak się żali, jak się przechwala, czy nawet jak milczy. Bo to jest moja róża.



· Jeżeli kochasz jakiś kwiat, który zamieszkał na jakiejś gwieździe, przyjemnie jest w nocy patrzeć w niebo, bo wszystkie gwiazdy są ukwiecone.

· Widzisz… ta moja róża… jestem za nią odpowiedzialny! Biedactwo, jest taka słaba! I taka naiwna! Ma tylko te cztery marne kolce, żeby bronić się przed całym światem…

wtorek, 22 marca 2011

prasowanie a konflikt libański

Czas przecieka między palcami. Z drugiej strony bliskie mi są tak zwane "zawieszenia", zwłaszcza kiedy jestem naprawdę zmęczona. A jestem, zresztą jak większość pracujących kobiet, które starają się prowadzić dom:) Staram się, bo przecież do typowej gospodyni domowej to jest mi bardzo daleko! Stos rzeczy do prasowania i prania zawsze przegrywa z ciekawym artykułem, nowymi pomocami metodycznymi czy choćby z katalogiem kosmetyków.

Nie myślę o tym czy zupa lepiej będzie smakowała tak czy siak, staram się rzecz jasna, ale bardziej interesuje mnie możliwość kolejnej wyprawy do jakiegoś zamku, którego jeszcze nie widziałam:) piorę i prasuję, wiadomości lecą w tle a ja myślę o wyjeździe.Ta tęsknota za podróżowaniem samym w sobie jest tym większa, że cudownie podróżuje się samochodem z moim mężem. On uwielbia jeździć a ja wpatrywać się w horyzont i bujać w obłokach:) niestety Libijczycy jakoś mało się przejęli tym, co mnie fascynuje i wywołali wojnę domową! (Kolejny news z konfliktu w Libii pojawia się na ekranie) Co to niby ma wspólnego z wyjazdami? Ceny paliwa podskoczyły do góry, przez co wyjazdy nasze zostały ograniczone do minimum! A szkoda. Nie jestem zwolenniczką mieszania się innych narodów w problemy wewnętrzne, a tym bardziej zbrojnej interwencji. Ale jestem zwolenniczką niższej ceny paliwa.

W końcu każdy ma prawo do wyrażania własnej opinii, która jak się okazuje zawsze sprowadza się do naszych własnych interesów. Bo przecież działanie sobie na szkodę nie jest działaniem normalnym. A każdy z nas jakkolwiek ustosunkuje się do tej całej sytuacji, czy stwierdzi, że nikt nie powinien się mieszać w ten konflikt to tak naprawdę będzie narzekać na ceny droższych biletów autobusowych, paliwa i produktów sklepach. Libia dotyczy nas wszystkich, nawet wtedy, kiedy stoję między praniem a prasowaniem myślę, że fajnie by było gdzieś pojechać! I oto nagle pojawia się przede mną inna młoda kobieta, która staje przed innym problemem. Czy ma co jeść czy nie w obozie dla uchodźców, bo pranie i prasowanie, które zajmowały ją miesiąc temu jakoś zniknęły w nicości. Tak jak ja myślała o wyjeździe poza miasto, o odwiedzinach rodziny, o zupie i nagle to wszystko zniknęło. Cały znany dotychczasowy świat uciekł gdzieś i rozpłynął się w huku i dymie. I wcale nie jest lepiej. Tylko gorzej, tylko czarniej. I ta młoda kobieta myśli jak ci cholerni Europejczycy i Amerykanie rozwalili jej życie. Nie jakiś prezydent czy wojsko. Tylko tak oskarżycielsko patrzy na mnie. A ja nie wiem co powiedzieć. Tak jakoś trochę mi wstyd. Bo przecież  między praniem a prasowaniem nie zdążyłam nikomu zbombardować domu, nikogo nie zastrzeliłam. To mnie nie dotyczy, nie mam z tym nic wspólnego! Ale jakoś tak nagle odechciało mi się wyjazdów, jakoś tak już nie złoszczę się  na cenę paliwa. Jakoś tak nagle odzywa się moje wredne sumienie, że jednak nie wszystko jest tak obojętne i nie można sobie tak obok przejść.

poniedziałek, 21 marca 2011

Pierwszy dzień wiosny

I nareszcie,oficjalnie można ogłosić pierwszy dzień wiosny! Co prawda słonko momentami chowa się za chmury ale już jest znacznie cieplej aż człowiekowi lżej na duszy:) Zdarzyło mi się jakoś tak przez przypadek, przeglądając różne książki, natrafić na jedną z części serii o Ani z Zielonego Wzgórza Mongomery. "Ania na uniwersytecie"wciągnęła mnie kolejny raz. Tak jakoś miło mi się czytało. Zupełnie jakbym wracała w czasy dzieciństwa. Może to wina wiosny a może jakaś potrzeba wytchnienia od pracy. A teraz troszkę Farny na rozweselenie i rozmarzenie się.


Obudzimy się wtuleni w południe lata
Na końcu świata, na wielkiej łące
Ciepłej i drżącej

Wszystko będzie takie nowe i takie pierwsze
Krew taka gęsta, tobie tak wdzięczna
Z tobą bezpieczna nad nami

Dmuchawce, latawce, wiatr
Daleko z betonu świat
Jak porażeni, bosko zmęczeni posłuchaj
Muzyka na smykach gra
Do ciebie po niebie szłam
Tobą oddycham, płonę i znikam chodź ze mną

Nad nami
Dmuchawce, latawce, wiatr
Daleko z betonu świat
Jak porażeni, bosko zmęczeni posłuchaj
Muzyka na smykach gra
Do ciebie po niebie szłam
Tobą oddycham, płonę i znikam

Nad nami
Dmuchawce, latawce, wiatr
Daleko z betonu świat
Jak porażeni, bosko zmęczeni posłuchaj
Muzyka na smykach gra
Do ciebie po niebie szłam
Tobą oddycham, płonę i znikam chodź ze mną

Chodź ze mną...

piątek, 18 marca 2011

make up

Sam zwrot make up oznacza zmyślać! nic dziwnego, puder naprawdę potrafi zamydlić nam oczy! moje drogie panie, trochę pudru i każdy może być piękny! Nie patrzcie na okładki gazet, oto kilka przykładów brutalnej rzeczywistości i cudownych zabiegów makijażowych!
 Co może uczynić trochę kosmetyków:)

 To jest genialne!

piątek, 11 marca 2011

Ipresjonizm

Cudowny Targ Kwiatowy polskiego malarza. Józefa Pankiewicza, obraz w oryginale znajduje się w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Miałam okazję oglądać go wielokrotnie i wciąż zachwyca mnie technika wykonania.Kolory stapiają się. Obie suknie kobiet oddziałują na siebie. podobnie baldachim zmienia kolor tworzy ludzi znajdujących się pod czerwienią. Piękne.
Impresjonizm- przepiękne odkrycie w malarstwie. Przedstawiać świat, takim, jaki jest w danej chwili. brak czerni, bo tak naprawdę jej nie ma, kolory oddziałują na siebie. Drzewa o poranku wcale nie są zielone a błękitne, tak postrzegamy świat. Światło zmienia wszystko. ten sam mostek malarz malował o świcie i i w południe i za każdym razem było to dzieło inne i wyjątkowe. Kwiaty, niebo i przyroda w plamkach tworzących cudowne całości barw. Rozmyte kontury tworzą postacie i sceny, dopiero gdy patrzymy z pewnej odległosci na dzieło.

 Wyśmiewani i poniżani w czasie swego istnienia. Dziś to klasycy impresjonizmu.

czwartek, 10 marca 2011

Mehoffer

Obraz dziwny i wyjątkowy. Troszkę surrealizmu w klasycznej osnowie ogrodu. Oprócz ważki gigantycznych rozmiarów, kobiety  z małym dzieckiem, ogród wygląda przepięknie.Kobieta na obrazie to żona malarza, która do pozowania na obrazach kupowała sobie specjalnie suknie. Jak widać nie wiele to dało, i tak wygląda paskudnie. Obraz wyjątkowy, zresztą każdy sam musi ocenić.

piątek, 4 marca 2011

Cudowne ogrody

 Trochę współczesności. Ogrody- niesamowite miejsca kontemplacji przyrody. Przyroda kształtowana przez człowieka. Zafascynował mnie ten temat, nie wiem czy bardziej ze względu na otaczającą nas jeszcze zimę, czy bardziej ze względu na tęsknotę i miłość do roślin i kwiatów. Kto wie, może zacznę interesować się tym jeszcze intensywniej? Warto mieć wiele pasji, a ja widzę ich tysiące! Niesamowitość ogrodów, płynie moim zdaniem z ich początków: "A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił". Pierwszy ogród założył Stwórca. Tam umieścił Adama a do niego dołączyła Ewa! Eden- miejsce cudowne, podobnie raj przez tysiące lat miał formę ogrodu. Drzewa i kwiaty- tęsknota człowieka wśród stuleci.
 Kolory działają na nas pobudzająco, uspokajająco, odświeżająco, łagodzą stres! Tylko przyroda ma takie właściwości. Połączenia kolorów, kształtów i ZAPACHU ( obrazek to za mało) mogą więcej niż nie jedna tabletka!




Ogrody Semiramidy


Skoro już mowa o ogrodach, najsłynniejsze, to ogrody Semiramidy! Wciągnął mnie ten temat więc przeszukałam sieć w poszukiwaniu co ciekawszych informacji na ten temat. Wciąż nie ma pewności co do  pochodzenia Wiszących Ogrodów. W źródłach starożytnych pojawia się duża rozbieżność chronologiczna i geograficzna. Przypuszaczlną jest że mieściły się one w Babilonii między wielkimi rzekami Tygrys i Eufrat. Na wschodnim brzegu Eufratu. 50 km od Bagdadu. W Iraku.
Wizja Wiszących Ogrodów Semiramidy przetrwała do dnia dzisiejszego, dzięki opisowi Filona z Bizancjum (III wiek p.n.e.), za sprawą jego dzieła O siedmiu cudach świata. Choć nazwa mogłyby wskazywać na zleceniodawcę tego projektu, jednakże niewiele ma on wspólnego z legendarną królową Asyrii, Semiramidą. Słowa Diodora Sycylijskiego potwierdzają tą teorię:
„Tak zwane wiszące ogrody znajdowały się w centralnej części miasta na wzgórzu. Zbudowane zostały nie przez Semiramidę, lecz przez później panującego króla asyryjskiego dla jednej z jego nałożnic. Powiadają, że pochodziła ona Persji i że tęskniąc za górskimi łąkami poprosiła króla, by stworzył dla niej ogród naśladujący krajobraz jej rodzinnej Persji”.

Poniżej opisy tychże bajecznych Ogrodów z Józefa Flawiusza, Diodora i Filona:
„…trzeba tylko wspomnieć, że mimo rozmiarów i przepychu został wykończony w całości w ciągu piętnastu dni. Wybudował w tym pałacu wysokie kamienne tarasy, z których rozciągał się widok jak z gór i posadził na nich wszystkie gatunki drzew […]
Droga do ogrodów przypomina wejście na zbocze górskie. Wznoszono je stopniowo, kondygnacjami. W rezultacie całość wygląda jak teatr […] Na dachu naniesiono tyle ziemi, by mogły tam rosnąć największe drzewa. Gdy tylko jakiś poziom został wypełniony ziemią, sadzono na nim drzewa wszystkich gatunków […]. Na szczycie rosły drzewa o szerokich liściach i drzewa hodowane w ogrodach oraz najróżniejsze kwiaty – krótko mówiąc, wszystko najpiękniejsze, co mogło cieszyć oko. Całą tę powierzchnię orze się pługiem, tak jak normalne pole. Jak widać, orze się również ziemię ponad głowami ludzi sadzących rośliny wśród podtrzymującej całość kolumnady. […]


Chociaż z zewnątrz nikt nie jest w stanie ich dostrzec, są tam zainstalowane jakieś urządzenia irygacyjne, Przenoszą one ogromne ilości wody z rzek. […] Wodociągi ułożone wyżej doprowadzają wartko płynącą wodę, która strumieniami spływa po szerokich stokach albo płynie do góry pod ciśnieniem. Odpowiednie mechanizmy tłoczą stałe wodę przez spirale obrotowe. Woda jest także zbierana w ogromnych zbiornikach i potem wykorzystywana do nawadniania całego ogrodu. Dzięki temu zwilżane są korzenie roślin rosnących głęboko w ziemi, gdzie wilgoć długo się utrzymuje”.
Strabon tak je natomiast opisywał:
„Wiszące Ogrody zajmują kwadratową przestrzeń, której każdy bok ma cztery pletrony (ok. 120 metrów). Jest otoczony wokół łukowymi sklepieniami, z których każde ustawione jest jedno na drugim, na blokach kamiennych. Te bloki wydrążone w środku wypełnione są ziemią tak, iż mogą tam rosnąć nawet największe drzewa. Płyty kamienne, sklepienia i łuki są zrobione z wypalanej cegły i asfaltu. Żeby dostać się na najwyższą platformę dachu zbudowano schody, wzdłuż których umieszczone są spiralne pompy. Pracują przy nich wyznaczeni ludzie, którzy czerpią nieprzerwanie wodę z Eufratu. […] Ogród bowiem znajduje się na brzegu rzeki.”
Dziś wydaje się, iż obraz Wiszących Ogrodów został wyczarowany całkowicie ze słów Filona, gdyż w Babilonie niczego w tym rodzaju nie było. Pierwsza i najistotniejsza wątpliwość wypływa z tłumaczenia. Gdy do Grecji dotarły ze starożytnego Dalekiego Wschodu opowieści o wonnych ogrodach pełnych kwiatów, owoców i radosnej mądrości, uczeni musieli pisać o nich, że znajdują się na tarasach, bo tak zazwyczaj wyglądały używane przez Greków pod uprawy zbocza wzgórz w ich kraju. Słowo „wiszące” jest prawdopodobnie błędnie przetłumaczonym greckim terminem, oznaczającym uprawy tarasowe. Mamy więc prawo wątpić w istnienie Ogrodów Wiszących wśród ruin Babilonu.
W 1899 roku, po wiekach chaotycznego kopania i grzebania w ziemi, pagórki Babilonu stały się celem pierwszych naukowych ekspedycji archeologicznych na Środkowym Wschodzie. Przez dwadzieścia lat dr Robert Koldewey (architekt, archeolog oraz historyk sztuki) z Niemieckiego Towarzystwa Orientalistycznego kierował wykopaliskami, dzięki którym poznano rozplanowanie starożytnego miasta. Zmuszony zakończyć prace po blisko osiemnastu latach, gdyż Brytyjski Korpus Ekspedycyjny ostrzeliwał Bagdad i pracujący w pobliskim Babilonie niemieccy archeolodzy byli codziennie narażeni na niebezpieczeństwo, Koldewey ostatecznie wrócił do Berlina. Tam przez osiem lat, aż do śmierci, napisał tomy książek. Narysował mnóstwo planów i projektów rekonstrukcji, dzięki którym świat otrzymał nowe wyobrażenie o Babilonie i, co się z tym wiązało, o jego Wiszących Ogrodach. Ogrody te jakoby położone przy jednych ze skrzydeł południowej części okazałego pałacu Nabuchodonozora były podtrzymywane wysokim kamiennym sklepieniem. Miały być też wyposażone w pomysłowy system irygacyjny czerpiący wodę z płynącej na tyłach pałacu rzeki Eufrat.
Od tamtej pory także inni uczeni podejmowali rozliczne próby odnalezienia i umiejscowienia wiszących ogrodów w odkopanych ruinach Babilonu. Zdrowy rozsądek oraz względy praktyczne, przemawiają za tym, iż lokalizują oni Wiszące Ogrody bliżej rzeki, obok pałacu, który stoi od strony północnej. Jednakże nikt od czasów Koldeweya nie znalazł w Babilonie ani jednego patyczka, ani kamienia pochodzącego ze starożytnych ogrodów. Wygrywają więc antyczne teksty, ponieważ, jak się wyraził Filon, te czarodziejskie ogrody istnieją tylko w manuskryptach. Tylko w nich, oczyma wyobraźni ujrzymy prawdziwy obraz tajemniczych ogrodów – obraz „niepowtarzalny, którego nic nie będzie w stanie zniszczyć. Blask ich piękna oślepia jak światło słońca.”
Co więcej, w żadnym z zachowanych przekazów pisanych w różnych językach i sto pięćdziesiąt lat po śmierci Nabuchodonozora, w 526 r. p. n. e., nie ma słowa o Wiszących Ogrodach w Babilonie. Ogrody, o których czytamy w późniejszych źródłach, zostały założone dla córki króla Mediów – księżniczki Amytis, której małżeństwo z Nabuchodonozorem umacniało ważny dla obu stron sojusz Medii i Babilonii. Dzięki temu obalona została na zawsze Asyria i mogło dojść do odbudowy Babilonu.
źródło: www.akademiasztuki.org




lutowy ogród

Piekna różowa begonia, mam zamiar jeszcze jedną zaprosić do naszego domku!
Uwielbiam kwiaty- najbardziej brakuje mi ich zimą. Całe szczęście, mój mąż skutecznie przeciwdziała depresji zimowej i wspiera mnie tymi cudownymi roślinami. Dzisiaj do mojego domku trafiła przepiękna azalia, o wyjątkowej, niespotykanej nakrapianej kolorystyce. mam nadzieję, ze uda się ją obłaskawić, słyszałam, ze jest trudna w uprawie:) Za to świetnie się mają begonia doniczkowa domowa, orchidea- biała królowa, fiołki afrykańskie i skrzydłokwiat:) Aloes, geranium i beniaminek nie kwitną ale sobie żyją zielenią, więc są akceptowalne:)
Jeden z prezentów ślubnych, kwitnie już drugi raz, piękna, królowa na naszym oknie:)

Kwiatek z Książa z pięknej wystawy kwiatów, mój jest bardziej pomarańczowy. kwitł już cztery razy i znowu ma pączki- bez żadnych nawozów! Begonia.

Kolejny prezent, który właściwie żyje własnym życiem, nasza skrzydlica, chociaż właściwa nazwa to skrzydłokwiat!

Kwiaty Azalii, trudno znaleźć w internecie takie, które odpowiadałyby urodzie naszej, nakrapianej:)

Prymulki dostaliśmy ze Świdnicy, na rozweselenie od mojej mamy. Mamy jeszcze, piją wodę jak smok ale już przekwitają!

Nasza dużo jaśniejsza, ciekawe czy będzie podatna na naszą hodowlę domową. Podobno ciężko je utrzymać w domku!




Kwiaty są ciężkie w utrzymaniu, zwłaszcza kiedy ktoś często wyjeżdża tak jak my! Ale dają tyle radości, wnoszą życie i atmosferę ogrodu do domu! Zwłaszcza, jeżeli mieszka się w środku miasta! na kwitnące ogrody nie każdy może sobie pozwolić, to też wymaga sporą ilość czasu, której nie mam w całym zabieganiu! Dobrze, ze są kwiaty doniczkowe. W przyszłości mam nadzieję na ukwiecony balkon:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...