poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Dzień Św. Wojciecha czyli Folklor + trochę odpustowej atmosfery

Czym Jest odpust dzisiaj? Najczęściej przeciętnemu Polakowi kojarzy się z festynem i imprezom na rynku miejskim, całą masą baloników, lizaków, kolorowych wiatraczków itd. Wszystko co tęczowe, błyszczące i migoczące zjawia się w ilościach mnogich na wyrastających jak grzyby po deszczu straganach. Tak też wyglądała niedziela w Gnieźnie. 

To nasz folklor i okazuje się bardzo atrakcyjny, zwłaszcza dla naszych sąsiadów. 

Czym był odpust kiedyś? Dotyczyło to darowania grzechów- swoich bądź kogoś z rodziny i umożliwienie mu przedostanie się do nieba. Można było tego dokonać za pomocą wykupywania relikwii, odbywania pielgrzymek, wysokich datków itd. Istniał nawet pewien cennik grzechów- tym samym odpustów. Tym nadużyciom przeciwstawił się Luter, rozpoczynając reformację i twierdząc, ze zbawienie człowieka przychodzi z łaski. Po tych wydarzeniach kościół zmienił doktrynę a odpust nabrał zupełnie innego, wymiaru.


Oprócz waty cukrowej i lodów do koloru do wyboru wszystkie smakołyki:)

Cała masa pierniczków w różnych kształtach:)


Nie ma znaczenia, że to środek miasta! Muszą być dla dzieci przejażdżki na kucykach! A co tam!


Rynek w Gnieźnie, koniecznie z pałacem dmuchanym- standard każdego festynu!

Dzisiaj wydaje mi się, ze niewiele osób zdaje sobie sprawę z teologicznego podłoża odpustu. nabiera to raczej wymiaru folklorystycznego, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie tego typu "imprezy" są bardziej kolorowe i wyjątkowe. Nie brakuje bowiem miejscowych przysmaków czy zwyczajów! Sprzedaż tandety? Może i tak, ale jest w tym coś wiosennego i wesołego. Powód, by ludzie nie siedzieli w domu ale wyszli na zewnątrz, nacieszyli wzrok kolorowymi balonami, watą cukrową, obwarzankami czy piernikami serduszkami w rożnych kolorach:) Na koniec atmosfera tego miejsca- trochę odpustowego hałasu:)


piątek, 27 kwietnia 2012

Naturalne piękno!- czyli trochę różnych poglądów

Ostatnio wysłuchałam pięknej wypowiedzi: " Moja dziewczyna jest taka piękna i naturalna, nie jak te wszystkie wymalowane lale. To jest prawdziwe naturalne piękno". Może nie zwróciłabym na to uwagi, gdyby nie fakt, że właśnie z tą ową dziewczyną dobrze się znam i  zaznajomiłam się również z jej potężną kosmetyczką! Korektor, podkład i obowiązkowo czarna kredka i doskonały tusz. Kiedy wspomniałam jej o powyższej wypowiedzi, zaśmiała się tylko.

hmmm, czym jest naturalne piękno? Czy rzeczywiście jest to dziewczyna bez makijażu? Czy może stosowanie tylko zdrowej diety? Albo stosowanie tylko kosmetyków naturalnych, bez silikonów i parabenów?

Hmm Dla każdego piękno jest czymś zupełnie innym. Jednak ogólne pojęcie, jak dla mnie, jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny to połączenie wielu składników. Przede wszystkim chodzi o dbanie o siebie! Piękna kobieta, to kobieta zadbana! A to jaka jest jej filozofia życiowa i ulubiony sposób pielęgnacji zależy tylko i wyłącznie od osobistych preferencji i potrzeb. Jak zwykle najlepszy jest złoty środek.

Po pierwsze nasze wnętrze- spokój ducha, rozwój wewnętrzny, duchowy, religijność czy eliminacja stresu wpływają na nasz wygląd. Nasza psychika, myślenie ściśle wpływa na to jak wyglądamy. 
Po drugie na wygląd wpływa nasze zdrowie, stan fizyczny. Dostarczane przez dietę składniki, witaminy, oczyszczanie organizmu, dieta, świeże powietrze i ćwiczenia fizyczne nie tylko nas upiększają ale przedłużają młodość! A przecież jak najdłużej chciałybyśmy zachować młody wygląd. To chyba najważniejsza sfera. To ona wpływa na pozostałe. Zdrowe jest piękne i dzięki temu pozwala na wszystkie inne upiększania! Dlatego też chyba na moim blogu najwięcej czasu poświęcam właśnie temu drugiemu punktowi. Chcę jak najdłużej cieszyć się zdrową, jędrną skórą, piękną cerą, włosami i sprawnym, dobrze wyglądającym ciałem.
P trzecie piękno naturalne to odpowiednia pielęgnacja. Mam tu na myśli dostarczanie naszemu ciału całej masy kosmetyków, jak najczęściej i o ile to możliwe jak najbardziej naturalnych. Nie zawsze jest taka możliwość- czasami silikony też są potrzebne aby chronić nasze włosy. Ważne, żeby dobrać odpowiednie produkty dla siebie.
Po czwarte to podkreślenie swoich najlepszych cech makijażem i ubiorem. Jestem zwolenniczką umiaru i delikatności. Lubie bawić się kolorami. Uważam, ze wszystko ma swoje miejsce i czas- dlatego różne stroje i makijaże na różne okazje. Dopasowanie tego do siebie wcale nie jest takie proste. Potrzeba czasu na wyrobienie własnego stylu. Ale o to nie trzeba się martwić! W końcu POLKI to jedne z najlepiej ubranych i najładniejszych kobiet! Może jesteśmy troszkę do tyłu  z naszym zdrowiem, dietą i ćwiczeniami ale pod względem stylizacji przebijamy wiele krajów Europy, Stanów i Australię. Oczywiście nie wszystkie tam mieszkające kobiety są źle ubrane ale generalizuję w tej chwili!

Naturalne piękno dla mnie to podkreślanie siebie bez przerysowania, rozwój fizyczny i duchowy. Przede wszystkim dbanie o siebie, o fakt, ze jest się KOBIETĄ!:)

środa, 25 kwietnia 2012

Pierwszy filmik- wcierka do włosów aloesowo- imbirowa



Oto mój pierwszy filmik! Mam nadzieję, że będzie ich o wiele więcej i rzecz jasna dużo lepszej jakości! Wybaczcie moje niedociągnięcia, dopiero staram się opanowywać umiejętności tworzenia takich filmików! Ale przecież wszystko przed nami:)

Co do wcierki aloesowej to pisałam już o niej wcześniej. Ale ta jest wyjątkowa. Ma w sobie coś pomiędzy wcierką a maską. Potrzebne składniki to świeży aloes ( mój oskubany z parapetu), oliwa z oliwek, olej lniany, świeży imbir. Jak wcierkę przygotować i stosować obejrzycie na filmiku.

Będę wdzięczna za wszelkie pomysły i sugestie, wciąż się uczę:)

piątek, 20 kwietnia 2012

Mam ogromną słabość do koktajli. Po pierwsze, czas przygotowania jest bardzo krótki. Po drugie o wiele więcej zajmuje zjedzenie składników osobno niż wypicie całej szklanki. Wartości odżywcze te same a jednocześnie przekąska lepsza i zdrowsza niż batonik, czekoladka czy lody. Teraz, kiedy jest wiosna potrzeba nam witamin. Zwłaszcza jeżeli szykujemy się na odsłanianie ciałka w piękne, ciepłe dni. 

Mango i banan, cudowne połączenie bez cukru. Witaminy z grupy B, beta karoten, C, A, E, potas, magnes, wapń, sód, żelazo! Uwaga! mango ma bardzo mało kalorii, a przy tym jest takie słodkie:)

Koktajle są bardzo zdrowe i łatwo przyswajalne. Polecam przede wszystkim dla każdego, kto chce zadbać o wygląd całego ciała i wzmocnić organizm, bowiem każdy koktajl z mango to nie tylko ograniczenie kalorii bez głodzenia się ale przede wszystkim cudowny wpływ na skórę i cerę. Zawarte w mango składniki wpływają na ujędrnianie skóry od wewnątrz.

środa, 18 kwietnia 2012

Leki homeopatyczne - nie dajmy się nabierać!

Zaczęłam się zastanawiać i już od jakiegoś czasu szukać różnych informacji na temat tych specyficznych- "naturalnych leków". To do czego dotarłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. 

Zacznijmy od tego w jaki sposób powstała homeopatia i kto to wymyślił. Homeopatia to leczenie podobnego podobnym. Założycielem tego hmm prądu leczenia"naturalnego" był Samuel Hahnemann.Prowadził doświadczenia na sobie samym i stwierdził, że być może jest możliwe, by materiałami wywołującymi u człowieka zdrowego określone oznaki choroby i zaburzenia działania, przy ich większym rozcieńczeniu leczyć choroby, które są do nich podobne, wykazują najlepiej zbliżone symptomy. Leki przygotowywane są na zasadzie rozcieńczenia odbywającego się w specjalny sposób, mianowicie: przez pocieranie i potrząsanie. 1 gram substancji rozcieńczony jest w tak dużej ilości substancji rozcieńczającej, ze w leku powstałam nie znajduje się już ani jedna MOLEKUŁA substancji rozcieńczanej. Hahnemann w swojej książce "Choroby przewlekłe" napisał: " Homeopatyczne dynamizacje ( rozcieńczanie przez potrząsanie i pocieranie) to prawdziwe przebudzenie właściwości lekowych, ukrytych w stanach surowych ciał naturalnych, zdolnych potem do niemal duchowego oddziaływania na nasze życie, tj. nasze czułe i pobudliwe włókna".

Oto jeszcze inny cytat z homeopatów: " Od 10. potencji ( rozcieńczenia) nasze leki są całkowicie wolne od molekuł substancji wyjściowej... Homeopatyczny środek leczniczy ... działa więc nie poprzez substancję leku, lecz dzięki temu, ze w jego istocie musiał nastąpić nieznany nam proces przemiany, w wyniku pocierania i potrząsania. Chodzi przy tym, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, o przemianę substancji w jakąś energię, która teraz w tym płynie, przez wstrząsanie staje się coraz bardziej subtelna, nie ulega jednak zmianie w swojej istocie, a która pozostaje w tym płynie, bez względu na stopień dalszej potencjalizacji".
Okazuje się, że biznes związany z lekami homeopatycznymi  to jedno wielkie szarlataństwo a lekarze zajmujący się tym, lub przepisujący takie leki nie mają pojęcia co tak naprawdę w nich działa. Niektórzy z nich przyznają, ze wierzą bardziej w działanie placebo i dlatego ze względu na brak szkodliwego działania przepisują leki homeopatyczne. 

Nie podoba mi się cała ta magiczna otoczka dotycząca powstawaniu rozcieńczonego lekarstwa- raczej samego rozcieńczalnika.przyznam się że w mojej apteczce znalazło się kilka leków homeopatycznych, przede wszystkim z powodu mojej nieświadomości. Farmaceuta polecił mi jakieś krople bez recepty. Teraz uważniej sprawdzam, czy lek bez recepty nie jest przypadkiem lekiem homeopatycznym. Nie interesują mnie żadne czary mary, ani magiczne teorie o przygotowaniu leku. Nie ma to także nic wspólnego z prawdziwymi NATURALNYMI lekami i środkami, nie jest to NATURALNE leczenie, które opiera się na pozyskiwaniu substancji z roślin i natury!

Czy te leki mogą działać? Czy potrząsana woda z kranu lub alkohol mogą uleczyć chorego? Działa tu efekt placebo... a jeśli nie? Oszustwo i magiczne leki więcej mają z szamanizmu niż współczesnej medycyny czy naturalnej medycyny. Nie powinniśmy mylić tych pojęć! Decydując się na takie leki narażamy się na niebezpieczeństwo ich działania- braku prawdziwego leczenia ( które może być zastąpione naturalnym działaniem środków roślinnych jeśli nie chcemy chemicznych leków) lub poddawaniem się pod wpływ nieznanych energii, jak twierdzą homeopaci.


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Yves Rocher Ultra Nourishing hand cream

Yves Rocher Ultra Nourishing hand cream to naprawdę znakomita regeneracja. Mogę to jedynie porównać z działaniem  L'Occitane . Znakomite kremy. Niestety mniej znakomita cena! Chociaż Yves Rocher kosztuje o wiele taniej! Do największych tubek również nie należy- to zaledwie 50 ml!

Składniki roślinne bio:
  • wyciąg z arniki z ekologicznych upraw
  • olejek sezamowy
  • olejek z pestek winogron
  • gliceryna 100% roślinna
  • wosk Camauba ( wosk pochodzenia roślinnego otrzymywany z jednego z gatunków brazylijskiej palmy)
Produkt nie zawiera parabenów- ten fakt mnie zachwycił!!!!!

Kosmetyk jest bardzo gęsty, szybko się wchłania. Konsystencja gęstego, białego kremu ładnie się rozprowadza. Przez minutę na dłoniach utrzymuje się jakby lekka tłusta formuła, która szybko się wchłania. Produkt łagodzi podrażnienia, regeneruje bardzo suchą skórę, zapewnia nawilżenie. Dodatkowo bardzo ładnie pachnie. Ma również działanie ochronne, zabezpiecza skórę przed podrażnieniami i zbyt szybkim wysychaniem!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Propozycje manikiuru

Mając chwilę postanowiłam troszkę pobawić się lakierami i spróbować jakieś ciekawe kompozycje na paznokciach. Szukałam jakiegoś urozmaicenia. Niestety żadna z propozycji nie została na pazurkach bo okazało się, że muszę zająć się wyrośniętym ciastem, o którym całkowicie zapomniałam! Przynajmniej upamiętniłam to na fotkach. Do któregoś z pewnością wrócę w weekend. A Wy lubicie takie kolory i eksperymenty?





sobota, 14 kwietnia 2012

Poznań wiosną

Nareszcie pojawiły się cieplejsze dni. Co prawda nie mam siły na dalekie spacery ale udało mi się zrobić kilka ładnych fotek. Może niedługo spadnie deszcz wiec warto korzystać ze słonecznej pogody i zamiast zatłoczonym tramwajem, chociaż kawałek drogi do domu przebyć pieszo! Zresztą jak jest tak ładnie to wracają do nas siły życiowe, które się zimą wyczerpały. Trzeba ładować baterie!


piątek, 13 kwietnia 2012

Yves Rocher Beaute des Piedes Lavende Bio

Żel do nóg który mnie po prostu zachwycił. Genialnie działa na opuchnięte stopy i kostki. Ives Rocher lawendowy, o silnym zapachu odświeżającym i regenerującym. Produkt wybitnie do zmęczonych nóg. 

Składniki pochodzenia roślinnego bio:
  • olejek eteryczny z lawendy
  • woda z lawendy z ekologicznych upraw
  • olejek z mięty pieprzowej
  • wyciąg z żeń- szenia
  • mentol
Produkt nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.

Kosmetyk działa wyjątkowo silnie.  To już kolejny żel, który zużywam. W mojej kosmetyczce do pielęgnacji stóp miałam już Ziaję z wyciągiem z kasztanowca, kosmetyki apteczne oraz proponowane kosmetyki z Avonu! Ten do tej pory gwarantuje największe ochłodzenie, które utrzymuje się stosunkowo długo! Najpierw ma się wrażenie przyjemnego zanurzenia w chłodnej wodzie. Chłód i odświeżenie utrzymuje się nawet do 10 minut! Rewelacyjne. Zapach jest równie intensywny.
Skóra nie jest podrażniona, kosmetyk jest silnie nawilżający. Skóra jest gładka i i miękka w dotyku po wchłonięciu żelu a ten stosunkowo szybko się wchłania.

Minusem jest wielkość tubki, to zaledwie 50 ml ale na całe szczęście żel jest dosyć wydajny!

czwartek, 12 kwietnia 2012

Najlepszy demakijaż: Woda Ives Rocher contra Mleczko Ziaja

Postanowiłam przeprowadzić test demakijażu różnych kosmetyków, a dokładnie skuteczność tego demakijażu. Zwłaszcza, że producenci obu kosmetyków zapewniają o możliwościach demakijażu oczu. Co prawda lekkie pieczenie czuję po Ziaji, dlatego, ze zostawia nieprzyjemny tłusty ślad na twarzy, a dla kogoś noszącego soczewki to jednak minus. Jednak do tej pory stawiałam na mleczka ze względu na ich zwiększoną skuteczność. Woda Ives Rocher zaskoczyła mnie pozytywnie. Nie zawiera parabenów!!!! Wyciąg z bławatka bio ma nawilżać i odświeżać skórę. I rzeczywiście tak jest. Preparat nie pozostawia na skórze tłustego śladu a jednocześnie jest taka cudownie odświeżona, jak po umyciu wodą!

Czas na test! Na wewnętrznej stronie ręki, nie mam siły mazać twarzy!

Jak widać Woda Ives Rocher spisuje się wprost rewelacyjnie! Zmazuje wszystko i nie pozostawia tłustego śladu. Ziaja nie jest taka zła i jest o wiele tańsza.

środa, 11 kwietnia 2012

Sposób na odciski

To niezawodny sposób na usuwanie całkowite!!!! niechcianych odcisków. Przeważnie trwa to z dwa- 3 dni przy wyjątkowo trwałych i zastarzałych odciskach a nawet 1 dzień przy w miarę "świeżych". Nie chodzi tu o bąbelki ale zgrubienia skórne, których żaden pumeks czy tarka nie usunie. Sposób jest bezbolesny i ogranicza się jedynie do noszenia na paluszku plasterka z opatrunkiem. Przypominam, że pisze tutaj o pielęgnacji stóp.

Plasterki odkryłam już jakiś czas temu i jestem im wierna. Kiedy zaczynałam walkę z moimi zaniedbanymi stópkami, miałam całkiem sporo zastarzałych odcisków. Ale stopniowo pousuwałam wszystkie! Właśnie za pomocą tych plasterków. Podobne poleciła mi też kosmetyczka.

Plasterek ma krążek z miękkiej gąbeczki, w którym zabezpieczona jest maść zmiękczająca silnie skórę. Dzięki temu nie rozmazuje się i cały czas ma dostęp do danego odcisku. Wcześniej nie należy moczyć stóp ani miejsc z odciskiem, nie należy przyklejać plasterka na ranę lub podrażnione miejsce. Spokojnie można robić pedikiur a to jedno miejsce zawsze zostawić i na suchą skórę przylepiać plasterek.

Pod wpływem maści skóra na odcisku lekko się zmienia. Staje się miękka i biała, tak, że można z plasterkiem oderwać odcisk a czasem łatwo go oderwać lub odciąć żyletką czy cążkami.Osuszyć miejsce i poczekać aż skóra się zregeneruje ( często jest lekko zaczerwieniona lub różowa) nowa gładka skóra bez odcisku!

wtorek, 10 kwietnia 2012

Dobre sopsoby na pięty

I otóż nadszedł czas na doprowadzenie naszych stópek do perfekcji. Przede wszystkim dlatego, że robi się coraz cieplej i warto wcześniej przygotować się na ciepłe dni i wielkie odsłonięcie niż potem męczyć się i chować zaniedbane stopy ( przede wszystkim pięty).

Przede wszystkim musimy pozbyć się starego naskórka! Podstawowe informacje możecie przeczytać tutaj . Najlepiej użyć do tego odpowiednich narzędzi. Oprócz starannego pedikiuru należy zadbać o wygodny (zależnie od grubości naskórka) sposób usuwania naskórka. Osobiście bardzo dużo chodzę i mam predyspozycje raczej do grubego i zrogowaciałego naskórka na piętach. W przeszłości miałam problem z pękającymi piętami i na szczęście wiem, że sam kremik nie wystarczy!!! W mojej kolekcji znajduje się kilka "narzędzi tortur" kosmetycznych. Żadne z nich nie sprawia bólu:)
1. Usuwanie naskórka z pięt za pomocą maszynki z żyletką.  
Oczywiście obowiązkowo trzeba namoczyć wcześniej pięty i robić to ostrożnie.Dostępna w każdym Rossmannie za około 7 zł. Potem wystarczy dokupować wkłady!
2. Pumeks w kamieniu- podobno najlepsze i najzdrowsze usuwanie naskórka. Najlepiej najpierw osuszyć stopy lekko ręcznikiem a potem stosować pumeks. Zajmuje to bardzo dużo czasu. najczęściej używam pumeksu do wygładzenia po zastosowaniu tarki lub maszynki z żyletką. Próbowałam pumeksu sztucznego, piankowego ale dla mnie nie działał wystarczająco.
3. Tarka, bardzo dobra, ładnie ściera pięty i jest łagodniejsza niż maszynka z żyletką. Obowiązkowo po niej używam albo pumeksu albo wygładzenia pilnikiem hmmm troszkę przypomina delikatny papier ścierny. O wygładzaniu innym razem:)

Obowiązkowo balsam głęboko nawilżający i zmiękczający po wszystkim!!!

A Wy jakie macie sposoby na usuwanie stwardniałego naskórka z pięt i śródstopia?

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Jedwab do włosów Joanna Styling

Ostatnio znalazłam w drogerii coś ciekawego, jedwab do stylizacji Joanna. Jego ilość mnie zachwyciła. Byłam również bardzo ciekawa jak to działa i czy rzeczywiście jest to taki sam jedwab, który kupuję z Biosilc do pielęgnacji końcówek. Mam jednak wrażenie, że to zupełnie coś innego. Niby podobna konsystencja, przezroczysty kolor  no i ilość większa ale to nie jest to samo.

Czy to w ogóle jest jedwab? Porównałam nawet skład z jedwabiem z Wax silk L'biotical.Okazuje się podobny, niby. Dodatkowo produkt Joanny przeznaczony jest do "nadawania połysku i wygładzania włosów" co akurat przy moich puszących się włosach może okazać się całkiem przydatne. Na razie oprócz bardziej klejącej niż tłustej ( jak w przypadku jedwabiu innych firm) konsystencji jakoś nie zauważyłam wielkich efektów. No oprócz ślicznego zapachu! Już dla niego samego mogę stosować ten kosmetyk! Dodatkowo rzeczywiście, włosy nabierają blasku, wiec śliczny- nietłusty połysk- jest jak najbardziej pożądany!

niedziela, 8 kwietnia 2012

Ives Rocher kolekcja zauroczenia

Moja mała kolekcja kosmetyków jednej firmy ciągle rośnie. Zauroczyłam się Ives Rocher i mam już kilka specyfików tej marki. Zachwyciły mnie balsamy i mleczka a skóra jest po nich aksamitna. Poza tym są to bio kosmetyki ( ekstrakty roślinne pochodzą z bio-upraw) a do tego nie zawierają sztucznych barwników. Niektóre, zwłaszcza woda do demakijażu- właściwie delikatny żel- nie zawierają parabenów!  Dzięki mojemu kochanemu mężowi i jego niespodziankom moja kolekcja wciąż rośnie. A moja "faza" na markę Ives Rocher wcale nie mija! Poza tym zniżki dla stałych klientów, promocje i dobra jakość wciąż przyciągają do zakupów- zwłaszcza mnie! Niedługo kilka recenzji tych zachwycających kosmetyków. Czasami przypominają mi troszkę kosmetyki z Body Shop ale bardziej zachęcają cenami i działaniem! Niektóre kosmetyki jak wodę do demakijażu mam już w zapasie- i dłuuuugo nie zamienię na inny środek do demakijażu!


Mam już :
1. Żel do kąpieli mycia VanilleAgriculture Bio Organic Vanilla
2. Mleczko do ciała oliwkowe- Huile D'Olive AOC Provance Olive Oil
3. Mleczko do ciała Malinowe Framboise Agriculture bio Organic Rasberry
4. Mleczko do ciała Kokos Noix Coco De Malaisie
5. Moje ukochane Vanille Noire Secret's D'Essences perfum
6. Nawilżający krem do rąk Beaute des Mains Arnica bio
7. Żel do nóg Lavende Bio Organic
8. Woda do demakijażu purbleuet bio
9. Puder w kamieniu matujący
10 Błyszczyk Sexy pulp 03 rose
11. Krem pod oczy Inositol
12. Musujące kostki do kąpieli Framboise

sobota, 7 kwietnia 2012

Róż w kamieniu Sephora

Bardzo lubię, zależnie od ubioru i makijażu dopasować sobie różne odcienie różu w kamieniu. Niestety mój ukochany róż z Pupy już powoli się kończy, ale numer 3 matowy z Sephory bardzo go przypomina. Dodatkowo zachwycił mnie odcień rozświetlający 1. Posiada cudownie mieniące się drobinki a dodatkowo wpada w delikatną brzoskwinię, co nadaje zmęczonej cerze blasku i życia. 2 jest dla mnie wciąż za ciemna, widocznie brązujący raczej na lato, podobnie matowa 4- moja cera musi nabrać troszkę słoneczka! Róż okazuje się całkiem trwały- jak na kamień jest to dość zaskakujące i miłe. Poza tym zawsze można zwykły naturalny odcień musnąć delikatnie rozświetlającym, przez co nie trzeba nakładać na twarz tyle różnych warstw- nie znoszę baz rozświetlających- dobijają mnie, czuję się jak w grubej masce!

piątek, 6 kwietnia 2012

Sephora błyszczyków brązowych ciąg dalszy

Smakowite a jednocześnie delikatnie pigmentowane drobinkami, cudownymi a jednocześnie nie tak ciemnymi i intensywnymi jak poprzednie. Zauważyłam- są na tyle delikatne, że świetnie nadają się do codziennego makijażu i na tyle skromne, że podkreślają ślicznie kształt ust- jak większość brązów. Naturalny wygląd gwarantowany, usta wyglądają na nawilżone i ślicznie zarysowane. Sam kolor błyszczyków w naturalnym świetle, które jakoś przy tych pochmurnych dniach trudno mi ująć to lekki dodatek fioletu, różu, jakby kawy z mlekiem i lekkiego pomarańczu!Brązy nie są nudne a dzięki uniwersalności, codziennie mogę mieszać i komponować własne kolory ostateczne!

I już nie miałam tyle cierpliwości, żeby fotografować wszystkie kolory po kolei, zwłaszcza, że przy tym marnym świetle to ciężko uchwycić różnice w tych kolorach. Dlatego z tej serii pomieszałam na fotkę nr 2 i 8! Wychodzi z tego blady nude, odrobinę różowy, dla mnie śliczny, delikatnie powiększa usta, co u mnie jest aż tak potrzebne, ale ślicznie się prezentuje.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Sephora paleta błyszczyków odcienie brązu i czekolady

Moja paletka już jest w trakcie używania, więc nie wygląda jak świeżo wyciągnięta z pudełka. Ma tyle kolorów do wyboru, że prawdę mówiąc niektórych nawet nie zdążyłam jeszcze wypróbować! Przeważnie nie używam jednego cienia, ale łącze przynajmniej trzy. Podobnie z błyszczykami. A te nauczyłam się także dopasowywać i mieszać w zależności od tego co w danej chwili potrzebuję! Nie dam rady zamieścić w jednym poście wszystkich kolorków, a ze dzisiaj u nas tak potwornie szaro, te czekoladowe wyglądają tak ciepło i smakowicie! Dlatego zacznę od kolorów ciepłych i słodkich:)


 Zawsze najpierw z fleszem a następnie zdjęcie bez flesza. Co prawda wpadłam na pomysł sprawdzania kolorów późno wieczorem, więc jest to jak najbardziej sztuczne oświetlenie, raczej ciemne. następną serię kolorów postaram się zrobić za dnia!


Kolory bardzo do siebie podobne, niektóre mam wrażenie, ze mają odcień czekolady z chili!

 Ostatnie błyszczyki zawierają dodatkowo mieniące się pigmenty! Dodatkowo mienią się w świetle sztucznym i słonecznym! Po prostu bajeczne!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...