wtorek, 31 maja 2011

Zaczarowana willa

Budynek przy Drodze Dębińskiej w Poznaniu.

Niezwykły, właśnie tak można opisać ten dom. Nie znajduje się on na obrzeżach miasta ani na wsi. Ten oto cudownie symetryczny budyneczek znajduje się przy jednej z najruchliwszych ulic w Poznaniu- drodze Dębińskiej. Zwrócił moja uwagę przede wszystkim swoistym rozplanowaniem okien, drzwi i tych schodów prowadzących do zaakcentowanych wyraźnie, drzwi. Ta geometryczna harmonia przypomina motywy antyczne, a co za tym idzie budynek wygląda, jakby jego twórca czerpał z projektów klasycystycznych. A może właśnie z tego okresu pochodzi ten budyneczek?
Willa robi wrażenie, nie sposób jej nie zauważyć, chociaż w pospiechu szybko mijamy budynki, nie przyglądamy się im. A szkoda! Każdy bowiem ma swoja duszę i historię. Ten przypomina mi domy z powieści Jane Austin czy mało znanych Emancypantek Prusa (swoja drogą równie wciągają jak powieści autorki Perswazji czy Dumy i uprzedzenia). Balkonik, jak widać poniżej jest wyjątkowo zadbany, a kwiaty dodają uroku temu miejscu. Wydaje sie, ze bez nich balkon nie byłby już równie urokliwy.
Przyglądając się stronie frontowej odnosi się wrażenie jakiejś wyniosłości, odrobiny snobizmu w samym projekcie schodów. Dopiero drzwi i mały balkonik przynoszą rozluźnienie, pewną dozę romantyczności. Czy ludzie mieszkający w tym domu byli szczęśliwi? Kto go zaprojektował? Na czym się wzorował i dlaczego? Nie znam odpowiedzi na te pytania, pewni nigdy nie poznam, ale lubię patrzeć na te dokładne proporcje i schody, dumnie prowadzące do pięknie eksponowanych drzwi.
zdjęcie nieco krzywe, ciężko zrobić zdjęcie na tak ruchliwej ulicy!

poniedziałek, 30 maja 2011

Szparagi

Rynek Wildecki, zaraz obok kościoła znajduje się targ.
Lubię chodzić na targ warzywno - owocowy. Jest w tym coś ciekawego, naturalnego i przyjemnego. Zwłaszcza latem, gdy na drewnianych ladach piętrzą się towary, nasze polskie warzywa i owoce. Te kolory, zapach, ludzie podający towar, sprzedający i kupujący. Taki nasz polski obrazek. Lubie tam robić zakupy. Prawie zawsze. Właściwie dzisiaj był dzień, kiedy było to prawie. Miałam dzisiaj kupić po raz kolejny szparagi, ale zdążyłam się poróżnić z jednym panem na targu. Chciałam kupić zielone, średniej wielkości, a on mi próbował wcisnąć takie całkiem cieniutkie. Poprzednie cieniutkie były strasznie łykowate i musiałam je obierać, co było nie lada wyczynem! Sprzedawca twierdził, że nie wolno ich obierać- że gotuje się je w pięć minut! Co ja wyprawiam z tymi szparagami! Czy on zwariował? Przecież to nie makaron czy chińska zupka! W każdym razie szparagi odłożyłam na jutro, bo straciłam ochotę po tej bezsensownej dyskusji. (Facet nigdy ich nie gotował, ale wie lepiej!) Nawet do zakupów może coś takiego zniechęcić!
W Poznaniu szparagi są dostępne niemal na każdym rogu. Sprzedają je na targu osiedlowym, na rynku Wildeckim, w supermarketach a nawet w centrum przy Starym Browarze. Cena waha się od 3 zł do 4.50. To zależy jak duży jest ten pęczek. Powoli się kończy sezon szparagów a zaczyna truskawek, dlatego warto kupić choćby pęczek dla spróbowania. Posiadają wiele minerałów, dlatego też wyciąg ze szparagów używa się w produkcji kosmetyków! 

Targ warzywno- owocowy na Wildzie. Chociaż można tam kupić nawet skarpetki i bluzy.

Dlaczego tak często w sezonie sięgam po szparagi? Ze względu na smak ale i wiele wartości odżywczych. Te małe zielone czy białe łodyżki awierają znaczne ilości kwasu foliowego ! Są również źródłem przeciwutleniaczy chroniących organizm przed wolnymi rodnikami m.in.: witaminy C, witaminy E, β-karotenu. Dodatkowo składniki te wykazują korzystne działanie na skórę. Co na wiosnę i w sezonie letnim jest nam bardzo potrzebne.Warzywa te zawierają również niewielkie ilości witamin z grupy B (witaminę B1 i B2),  składniki mineralne: wapnia, fosforu, magnezu, potasu, sodu oraz niewielkich ilości żelaza.
Związki chemiczne zawarte w szparagach m.in. asparagina (aminokwas endogenny), działają pobudzająco na pracę nerek i regulują gospodarkę wodną organizmu ludzkiego. Szparagi mają właściwości przeczyszczające i moczopędne. W medycynie ludowej szparagi były używane jako środek tonizujący, uspakajający oraz środek do leczenia zapalenia nerwów i reumatyzmu. Stosowano je również przy zaburzeniach wzroku, bólach zębów i wielu innych schorzeniach.
Wydaje mi się, ze mogłabym jeść je codziennie.Najlepsze są zielone! Polecam. Są wyśmienite. Białe też nie najgorsze. Po ugotowaniu najlepiej podawać je z sosem, rozpuszczonym masełkiem, sosem czosnkowym. Pycha!

Tauryna

 Kiedy zapytałam znajomych co to dokładnie jest, powiedzieli, ze pewnie podobnie jak kofeina z kawy jest pochodzenia roślinnego. Troszkę mi wstyd, że miałam na ten temat tak małą wiedzę.  Odkryli ją Tiedemann i Gmelin już w 1827 roku w żółci bydlęcej i nazwali tauryną, bo taurus po łacinie znaczy byk.

Jest aminokwasem, jednak odmiennym od innych. Jej rodnik kwasowy nie pochodzi od organicznego kwasu karboksylowego, ale od siarkowego, nieorganicznego. Nie wchodzi w skład białek, a co najwyżej prostych mikropeptydów. Jeżeli ważysz 100 kg, to tauryna buduje 100 g masy twojego ciała, głównie mięśni, bo mięśnie gromadzą najwięcej tauryny. Żaden inny, wolny aminokwas nie osiąga aż tak wysokiego stężenia. Np. karnityna występuje w organizmie, w ilości ok. 30 g.



Współczesna medycyna, z dużym powodzeniem, wykorzystuje taurynę w kardiologii, hepatologii, oftalmologii, diabetologii, neurologii i onkologii.
Tauryna zdobywa ogromną popularność we wspomaganiu, z uwagi na trzy kierunki działania - antykataboliczny, anaboliczny i psychostymulujący. 
Aby uzupełnić pulę tauryny, organizm musi dziennie pozyskać jej ok. 4 g. Połowę tego, przy dobrym wyżywieniu, uzupełniamy dietą. Jednak drugą połowę, organizm samodzielnie odtwarza. Produkuje ją z cysteiny i metioniny, aminokwasów, pozyskiwanych głównie z demontażu białek mięśniowych. Wcześniej, niż, jako anabolik, tauryna znana była i wykorzystywana, jako psychostymulator. Najczęściej, w połączeniu z kofeiną.
W mózgu tauryna oddziałuje na dwa ośrodki. Serotoninergiczny, w którym impulsy przekazywane są przez neurotransmiter - serotoninę i gabaergiczny, zależny od gamaaminomaślanu - GABA.
Wcześniej wskazywano, jako podstawowy mechanizm psychoaktywacji, hamujący wpływ tauryny na serotoninę, gdyż przekaźnik ten odpowiada za relaksację, więc jego hamowanie może przedłużać aktywność.
Stymulacja układu gabaergicznego tauryną bardzo przypomina działanie małych dawek leków przeciwlękowych lub... alkoholu etylowego. Następuje wydłużenie czasu czuwania, z jednoczesnym zniesieniem lęku. Tauryna ma tu jednak ogromną przewagę nad lekami i alkoholem. I leki przeciwlękowe, i alkohol, w większych dawkach sprowadzają najpierw euforię, potem upojenie i w końcu zamroczenie. Natomiast tauryna, nawet monstrualnie przedawkowana, zatrzymuje się ostatecznie na zniesieniu lęku i wydłużeniu czuwania. Z tego właśnie powodu, napoje kofeinowo - taurynowe szczególnie upodobali sobie kierowcy oraz sportowcy z dyscyplin ekstremalnych.
W sportach siłowych, jedna - dwie butelki, przed treningiem, znacząco zwiększają możliwości wysiłkowe, bo pobudzają psychoruchowo i ożywiają wiarę we własne siły.

Tauryna jest również w roślinach:

W soczewicy i grochu znajduje
się, odpowiednio, 40 i 30 mg tauryny, w gryce
zaś około 2 mg na 100 g nasion. W kiełkach
4–5-dniowych zawartość tauryny, w przeliczeniu
na suchą masę, jest w przybliżeniu dwukrotnie
wyższa.


listownica japońska (Laminaria
japonica) – 1,7 mg/100 g, a niektóre krasnorosty
używane do produkcji agaru (Gelidium
subcostatum) – 12,5 mg/100 g.



Dostarczanie tauryny syntetycznej w napojach energetycznych rozregulowuje cały organizm. System nerwowy, hormonalny i psychiczny. Oczywiście jeżeli chodzi o przedawkowanie i uzależnienie- wyniszcza jak każdy inny narkotyk. Bo tauryna uzależnia, a raczej to co powoduje. Wyniszcza organizm, który bez "dopalacza" przestaje normalnie funkcjonować. Nie mam nic przeciwko, jeżeli taki napój wypije kierowca. Wolałabym, żeby po 5 godzinach jazdy wypił napój zawierający kofeinę i taurynę niż zasnął za kierownicą.

niedziela, 29 maja 2011

Serce i rozum

Uwielbiam reklamy z tej serii. Zresztą jak większość Polaków. Są zabawne, pomysłowe i wyjątkowe. Nie wiem tylko czy namawiają klientów, czy bardziej zabawiają, jak krótkometrażowe filmy, odbiorców. Trudna sprawa. Mnie do zakupu Neostrady nie namówili, chociaż topiący się netbook był cudownie zabawny. Na samą myśl o wskakującym do wanny rozumie po netbooka utopionego przez serce, uśmiecham się od ucha do ucha. Motyw rozdziału serca od rozumu jest bardzo znany. W reklamach Neostrady pojawia się w ciekawej funkcji- rozum i serce to przyjaciele. Różnią się od siebie kompletnie. Każde widzi świat zupełnie inaczej. Raz jedno, raz drugie wpada w tarapaty a jednak nie możemy sobie wyobrazić, aby funkcjonowały osobno. Kabaret na stałe zagościł na ekranach naszych telewizorów i stał się częścią kampanii reklamowych. Humor jest dla nas bardzo istotny, ale czy podwyższa sprzedaż?Jednego możemy być pewni, dzięki tej parze  pewno sprawia, ze zapamiętamy produkt na długo.
W Internecie funkcjonują dwie reklamy, które w telewizji indyg nie zostały pokazane. Może na zbyt brutalne sceny? Druga jest zabawną walką z konkurencją- cóż, ciekawa jestem jaką karę za tak nieuczciwą aluzję do konkurencji musiał zapłacić zleceniodawca reklamy.

piątek, 27 maja 2011

Biosilk

Chyba każda z nas ma taką malutką buteleczkę Biosilku. Odkąd po raz pierwszy pojawił się w salonach fryzjerskich, oszalałyśmy na jego punkcie. Jedwab do włosów, a właściwie olejek, doskonale wygładzający włosy (oczywiscie bez przesady z jego ilością, nakładamy zawsze odrobinę) i działający rewelacyjnie na przesuszone i rozdwajające się końcówki. Kosztuje trzy złote! Cena jest więc świetna. pierwszy raz nałożyła mi to fryzjerka. Kolejny raz zobaczyłam u koleżanki, która kupiła sobie to cudeńko w Stanach. Dopiero po czasie znalazłam w sklepie fryzjerskim jedwab do włosów. Teraz można kupić te maleńkie buteleczki w każdej niemal drogerii. Oczywiście istnieje możliwość zakupienia większej ilości, jednak taka mała buteleczka (15ml) spokojnie starczy na dwa- trzy miesiące przy półdługich, a nawet długich włosach. Istnieje mnóstwo innych, udoskonalonych podróbek. Żadna jednak nie działa tak dobrze a poza tym żadna nie ma tak delikatnego i miłego zapachu. Producent amerykański, więc może niektórzy zaczną narzekać, że środek mało naturalny, zagraniczny. To oczywiście kompletna bzdura. Środek naturalny, żadnych barwników, żadnych upiększaczy odżywkowych (w których więcej chemii niż samych olejków), naprawdę warto spróbować. Olejek jest tego wart- bo właśnie taką konsystencję ma ten kosmetyk. Należy jednak, jak już wcześniej wspomniałam, używać kosmetyku rozsądnie i nakładać niewielką jego ilość na wilgotne, lekko osuszone włosy.

czwartek, 26 maja 2011

Akcja na Warcie

Chociaż dzisiaj nie było tak ciepło, nie zabrakło chętnych do opalania:)
 Dzisiaj wracając z pracy postanowiłam zrobić kilka zdjęć z mostu królowej Jadwigi. I proszę, oto strażacy albo ratownicy mieli trening. A może to była prawdziwa akcja? Widać Poznań naprawdę dba o bezpieczeństwo nawet na rzece. Zawracali motorówką, skakali do wody, potem znowu. Jak widać nie przeszkadzało to zwykłym ludziom się opalać i odpoczywać. W końcu nie wszyscy muszą chodzić do pracy- szczęśliwcy! Chociaż z drugiej strony nudno by mi było tak siedzieć cały czas w domu, no w tym przypadku nad Wartą. Poczekam do urlopu i sprawdzę. Tymczasem bardzo lubię swoją pracę i są dni kiedy nie mogę się doczekać zaplanowanych zajęć- świr pracoholiczny to chyba nowy gatunek, który reprezentuję. Chociaż moja przyjaciółka M. jest pracoholikus maximus:) Wracając do sfotografowanych ćwiczeń na Warcie, raczej nie chciałabym brać w nich udziału. Chociaż przepłynąć się łódką po naszej Poznańskiej rzece byłoby całkiem ciekawym doświadczeniem. Na razie oglądam sobie po drodze do pracy i z pracy Poznań. Tu zawsze coś się dziej. Nie ma dwóch takich samych momentów.

Zdjęcia zrobione z mostu Jadwigi.


.

Rolna w Poznaniu

Zastanawiałam się ostatnio co ma wspólnego ta nazwa z tym co znajduje się dookoła. Pełno samochodów i widok na miasto. fantastyczna jest ta górka, którą codziennie pokonuję tramwajem. Nic jednak nie kojarzy mi się z rolnictwem czy rolą. Może kiedyś tu były pola, ale musiało to być dawno temu! Teraz jest to jedno z najbardziej ruchliwych miejsc w Poznaniu. Zauroczył mnie widok, na panoramę osiedla za drzewami. Ten szum, hałas miasta żyjącego, ludzi jak mrówek i w tle bloków. Oczywiście, ze zachwycam się krajobrazami, ale są chwile, gdy naprawdę lubię to, co zbudowali ludzie. Wieżowce możne nie są najchlubniejszym reprezentantem architektury polskiej, bardziej przypominają smutną epokę kartek i pustych sklepów. Jednak w tym ciepłym świetle wydają się przyjazne i przystępne. Takie domostwo, miejsce, gdzie ludzie mogą mieszkać. Nigdy sama bym siebie nie posądziła o coś podobnego. Wciąż jestem zwolenniczką domku jednorodzinnego i dużego ogrodu. Ale tu, w tym widoku z górki na Rolnej, widzę wszystko zupełnie z innej, pozytywniejsze i łaskawszej dla wieżowców, perspektywy.


środa, 25 maja 2011

Sprzedające staruszki

Nabyty przez nas bukiecik chabrów, ślicznie pachnie a ja mam poczucie, że to uczciwe.
Nie znoszę żebrzących ludzi. Większość z nich to oszuści, którzy żerują na naiwności albo dobrym sercu innych. Mogę się założyć, ze przynajmniej kilkanaście razy w życiu zatrzymał Was ktoś prosząc o 10 groszy, złotówkę, pieniądze na chleb czy parę złotych, które mu brakuje na bilet. Czasami mam delikatne wyrzuty sumienia, odmawiam i idę myśląc" A możne tym razem to było ktoś naprawdę biedny?" Nie wiem co mam zrobić. Zaryzykować i dać złotówkę, iść i kupić bułkę? Ale po chwili widzę tego biednego człowieka, czy biedne dziecko jak dzieli się łupami z kolegą i idą do monopolowego. Kiedy czuję alkohol wiem na pewno, że nie rzucę nawet grosza. Ale co ze starszą panią, której brakuje na opłaty bo ma tak niską rentę?Szkoda mi takiej babci, ale mam wrażenie, że też oszukuje! I tu rozwiązuje się ta kwestia. Otóż na moim osiedlu, na ulicy Półwiejskiej oraz w rynku, niedaleko targów osiedlowych pojawiły się staruszki, które sprzedają kwiaty. Bukieciki świeżych, uzbieranych chabrów, margaretek, konwalii, zawilców uśmiechają się do przechodniów z misek i wiaderek. Kobiecinki sprzedają bukieciki za kilka złotych. Ostatnio przechodząc razem z mężem nabyliśmy taki bukiecik. Starsza kobieta uczciwie zarabiała! Przygotowała towar i znalazła nabywców. Siedziała i handlowała bukiecikami. Dlaczego babcia, która podchodzi na rynku ma dostać dwa czy trzy złote za nic? Nie każę jej zaraz wykonywać nie wiadomo jakiej pracy, ale jakieś takie wewnętrzne poczucie sprawiedliwości burzy się we mnie, kiedy podchodząca do mnie osoba chce pieniądze za nic! A tu taka miła pani kwiaty sprzedaje. jest w tym coś urokliwego, niezwykłego i dawnego. Taka odskocznia od wielkich centrów handlowych, powrót sama nie wiem do jakich czasów. W każdym razie lepszych, uczciwszych i romantyczniejszych. Tych, w których jak zwykle nas nie ma.

wtorek, 24 maja 2011

Cudowna Ulica maturalnych drzew

 Kiedy jeżdżę ulicami : Głogowską i Hetmańską, nie mogę się nadziwić tym pięknym kasztanowcom. Nie spotkałam do tej pory kasztanów o różowych, niemal czerwonych kwiatach. A tu proszę, cała aleja tych niespotykanych drzew. W miastach, które do tej pory odwiedziłam jeszcze ich nie widziałam. Może to wpływ trudnych matur? Skoro kasztany zapowiadają maturę i podczas niej kwitną to może ich barwa ma coś wspólnego z krwawym potem, który oblewa tutejszych maturzystów? Jedno jest pewne, pachną intensywniej i wyglądają bajecznie. Niestety powoli przekwitają, ze względu na ciepłą pogodę ale możemy się cieszyć ich urodą co najmniej do czerwca. Najpiękniejszy wydaje się dywan z opadłych kwiatów, który tak bardzo odróżnia się od podłoża. Zwykłe blade kasztanowce nie sprawiają tak barwnego wrażenia! Jadąc tramwajem sprawia to większe emocje, kiedy przejeżdża się przez leżące wszędzie drobne kwiaty kasztanowca. Zdjęcia takiego nie udało mi się zrobić z dwóch powodów. Po pierwsze przez szybę w tramwaju mój aparacik nie dawał rady a po drugie na tory, na jednej z najruchliwszych ulic w mieście, nie śmiałam wejść. Zdjęcia w pełni nie oddają tego czarującego widoku ale może chociaż w pewnym stopniu przybliżą jak wyglądają urokliwe drzewa maturalne o niespotykanej, różowej barwie.
Kasztanowce powoli przekwitają, ale wciąż zachwycają swoją niezwykłością.

Całe tory zasypane są różowym kwieciem.

aż do Arciszewskiego kwitną różowo- czerwone kasztany.


Ciężko się dostać pomiędzy kasztany, tramwajem przejeżdżanie przez taką aleję robi ogromne wrażenie.
Zrobiłam tylko kilka zdjęć z przystanku roboczego a już ludzie pukali się po głowach co ja wyprawiam!

Krem na dzień

Może dzisiaj troszkę o nawilżaniu w ciągu dnia. W Poznaniu kobiety lubią ładnie wyglądać i wyjątkowo chętnie wydają nie małe sumy na różnego rodzaju kremy. Nie ma sie czemu dziwić niesamowitej kolejce w drogerii. Zwłaszcza w Rossmanie na Wildzie, gdzie pojawiły się fajne promocje.  Rozpoczął się w końcu sezon wiosenno letni i nie ma co się wygłupiać z ciężkim, zimowym makijażem!

Dla tych, którzy nie wiedzą jaki mają rodzaj skóry polecam krótki test:  http://www.pharmaceris.pl/testskory.php

"Krem który nawilża, leczy i matuje- na wyciągniecie ręki". Reklamy mogą mówić wiele ale tak naprawdę wszystko zależy od nas samych. Na nawilżenie i matowanie ma ogromny wpływ ilość wody, którą pijemy. Wiedzą o tym wszyscy, u mnie w pracy zwłaszcza! Dlatego na stolikach wszystkich koleżanek znajdują się 1,5 litrowe butelki wody. Co do kremu, to dla mnie udanym produktem okazał się kosmetyk apteczny Pharmaceris- zielona linia ( ale uwaga, wersja nawilżająca). Krem szybko się wchłania, nie jest zbyt intensywny a do tego przeznaczony do cery z problemami. Delikatnie matuje a co najważniejsze nawilża i posiada filtr. Tydzień czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do nowego kremu. Odczuwałam lekkie ściąganie, ale teraz już wszystko w porządku. Nie szczypie, nie ma żadnego mrowienia ( jeżeli takie objawy występują do 3 dni przy stosowaniu kremu, należy go odstawić- podarować koleżance, dla nas już się nie nadaje). Przyznam się, że początkowo miałam próbkę. W aptece śmiało mozna o nią poprosić, zwłaszcza gdy ma się cerę skłonną do podrażnień! Nie polecam kremów Norma derm Vichy- ale jeżeli masz odporna skórę to możesz tym walczyć. Mnie uczuliło, podrażniło i do tego ogołociło z gotówki! Pharmaceris jest tańszy i lepszy! Ale czy genialny? Mam całą tubkę, żeby sprawdzić. Na razie jest ok.
Jakikolwiek kosmetyk matujący wybieramy, musimy pamiętać, o nawilżaniu. Krem ma matować ale i dostarczać wody! Inaczej stan naszej cery się nie poprawi a do tego jeszcze pogorszy!


poniedziałek, 23 maja 2011

Ocena transportu w Poznaniu

Lubię podróżowanie tramwajami. Czuję się w nich lepiej niż w autobusach. Poza tym podróżowanie w Poznaniu jest stosunkowo łatwe i tanie. Na początku, kiedy się przeprowadziłam do tej nie małej aglomeracji czułam się nieco zagubiona. Ale to właśnie dzięki dobrze opracowanej linii tramwajowej poznałam to miasto. Oczywiście są lepsze i gorsze tramwaje, najstarsze jeżdżą na linii 7, 9, 2 i 11. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Za to najbardziej nowoczesne na linii 6, 12. Dworzec autobusowy i pociągowy jest w remoncie, ale znajduje się blisko centrum i naprawdę łatwo do niego trafić. Dużo gorzej czuję się we Wrocławiu. Tam życie obcego jest bardziej skomplikowane. Co do ceny biletów, zwłaszcza dla studentów ( niestety już się nie zaliczam do tego grona) są bardzo atrakcyjne. Com karta ułatwia mi życie. Doładowuję sobie na odpowiednią ilość linii i strefy- czyli na wszystko i spokojnie mogę korzystać do woli z autobusów i tramwajów w całym mieście. Przy czym należy zauważyć, że jeśli jedzie się już jakieś 45 minut z centrum autobusem i zaczynają się pola i domki, to wciąż może być jeszcze Poznań. Jeżeli natomiast chodzi o zwiedzanie, polecam bilet całodniowy, są nawet tygodniowe. Wszelkie informacje, aktualne rozkłady ze wszystkimi przystankami zamieszczone są na stronie MPK Poznań. najlepszą opcją jest wybranie na stronie przystanku startowego i miejsca, do którego chcemy wyruszyć. Dostaniemy propozycję kilku tras, podanie czasu jazdy, wybrane tramwaje i autobusy. W Poznaniu naprawdę łatwo sie poruszać transportem publicznym. 
   W tramwajach przygód cała masa. A to ze zwariowaną babcią, a to z dziadkiem do granic możliwości niemiłym. Są sceny śmieszne, radosne i żenujące. Chyba jak wszędzie. Z pewnością nie jest nudno, spokojnie można też poczytać książkę, sama tak robię, kiedy jeżdżę w dalszy zakątek tego pięknego miasta. Wciąż jednak preferuje tramwaje. Nie wiem czemu. Jakiś urok tego typu podróżowania owładnął mną zupełnie i wolę czasem nadłożyć drogi i pojechać tramwajem. Może te szyny dają złudzenie podróży pociągiem? Nie mam pojęcia. Bezpieczniejsze wydaje mi się przemieszczanie tramwajem. pewnie jest zupełnie subiektywne i nieracjonalne, ale ma ten niepowtarzalny urok.

niedziela, 22 maja 2011

Gdzie się opalać w Poznaniu?


Nareszcie wyszło słoneczko i zaczął się okres opalania naszych białych gnatów. Wszyscy rzecz jasna ruszają szturmem na działki i Maltę. Ale jest wiele pięknych i ciekawych miejsc. przede wszystkim wybrzeże Warty. Cudownie oddzielone zielenią od zatłoczonej części osiedli i ulic. Słychać ptaki, dookoła piaszczysto i trawiaście. do tego nie maż tak wielkiej liczby ludzi ale nie można też powiedzieć, żeby chętnych smażenia się w słoneczku zabrakło! Kocyk, mata i spokojnie można poleżeć w weekend nad Wartą! Skorzystałam z tej możliwości już nie pierwszy raz. Co prawda tylko dwie godzinki, ale było naprawdę przyjemnie. zwłaszcza, ze jest piękny widok, mnóstwo zieleni i z parku nad Wartą dochodzi cudowny zapach akacji! A naprawdę warto wygrzać kości po całej śnieżnej zimie. My Polacy cała zimę czekamy na taką pogodę. Dlatego warto skorzystać, oczywiscie zabierając olejek lub krem z odpowiednim filtrem!


piątek, 20 maja 2011

Jutro będzie lepiej




Zawsze można sobie to powtarzać. Scarlet O'Hara mawiała " Jutro będę się tym martwić". I kurcze miała rację. Kobieta interesu, świetnie radziła sobie z niepowodzeniami, chociaż momentami było tragicznie, zawsze umiała odbić się od dna. Szkoda tylko, że za późno zauważyła co jest najważniejsze. Trochę w tej główce miała mądrości, trochę sprytu i szczęścia. Ale wiedziała, gdzie jest jej miejsca- Tara. Legendarna i już symboliczna. Źródło siły i cel. my też powinniśmy mieć takie źródło, z którego możemy czerpać energię do życia. bo czasami jest naprawdę trudno.
Za dużo mamy na naszych głowach, żeby wszystkim martwić się na raz. Łatwo powiedzieć, zwłaszcza, kiedy nagle wiele spraw trzeba zresetować i wybrać zupełnie inny kurs. To nie jest takie proste. Nic co nowe nie jest łatwe. Ale trzeba wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że właśnie tak miało być i nie był to przypadek. słynne hasło don't worry be happy, chyba najbardziej pasuje do odczuć z ostatnim zawirowaniem u mnie:) Znalazłam kilka fotek, które mnie dzisiaj rozbawiły. "Pomartwię się jutro".

środa, 18 maja 2011

Wysokie obcasy


Coś w nich jest, od momentu, kiedy po raz pierwszy przymierzałam, chwiejąc się strasznie, szpileczki sandałki mojej mamy, po dziś dzień, kiedy zakładam swoje. To dziwne ale przyjemne uczucie, że oto nagle, stajesz się bardziej kobieca. Może to nasz europejski obraz, powtarzanie stereotypów ale wciąż kochamy wysokie obcasy, które wcale nie są takie zdrowe. Owszem, noszenie ich na co dzień jest meczące, ale od czasu do czasu można zaszaleć:) Wciąż będę broniła zdania, ze każda kobieta powinna mieć w życiu chociaż te jedną parę szpilek. Nie do pracy, nie na długie spacery ale na specjalne okazje. Szpilki to jednak jakiś nasz dodatek do kobiecości. Zwłaszcza, jeżeli obcas dodaje nam nie tylko wzrostu ale dzięki niemu stajemy się szczuplejsze ( troszkę mięśnie w końcu muszą pracować), smuklejsze ( nasze nogi automatycznie się wydłużają) i nie ma co ukrywać, wysokie obcasy zawsze będą elegantsze. Okazuje się, że niski obcas jest dla naszych stóp bardzo korzystny. Nie powinniśmy nosić butów zupełnie płaskich i kosmicznie wysokich (Ale przecież od czasu do czasu można wznieść się na wyżyny).
Kreatorzy prześcigają się w różnych propozycjach sandałków na niebotycznych obcasach. Ceny są nawet przystępne a plecionka okazuje się tak gęsta, że sandałki to raczej nie są. Kolory od jasnych po bardzo intensywne i czarne! Oczywiście z moim akcentem na brązy i beże, co mnie bardzo cieszy. Większość jednak nawiązuje do plecionych sandałków, gladiatorek w kolorze jasnego i ciemnego brązu. Gdzieniegdzie motywy indiańskie. Frędzelki, rzemyki a nawet koraliki. Jest w czym wybierać.

Mówienie do ....

Mówienie do siebie... hm dolegliwość czy zaleta. Na pewno nie jest to rzecz zwyczajna i normalna. Czasami jest to objaw choroby psychicznej a czasami potrzeba wypowiedzenia na głos danej rzeczy. W domu zdarza mi się gadać do siebie: np." Czy ja włożyłam do piekarnika blachę?" Muszę znaleźć potwierdzenie i jakoś werbalnie wyrazić swoje myśli. Nie prowadzę natomiast ze sobą dialogów. Ludzie potrzebują wyrażać swoje myśli na głos. Milczenie nas zabija. Gdzieś musimy się wygadać! Najdoskonalszy przykład to Cast away. Główny bohater musi z kimś rozmawiać, nawet jeżeli jest to tylko piłka! Można się z nią nawet pokłócić. Staje się przyjacielem i powiernikiem. Ale przede wszystkim kimś, z kim można dzielić swoje myśli! Potrzebujemy gadać, taka jest prawda. Jedni więcej drudzy mniej, ale ogólnie rzecz biorąc musimy wyrażać nasze myśli werbalnie. Ja muszę! Nawet jeżeli wydaje się to dziwne, to wyrażam własne zastanowienie na głos, podsumowuje, co jeszcze należy zrobić. Mnie to nie przeszkadza, czasem może tylko najbliższe otoczenie czuje się nieswojo z tego powodu. Lekarze na internetowych forach odpowiadają, że takie zjawisko jest jak najbardziej normalne i o ile nam samym nie przeszkadza wszystko jest w porządku. Pocieszam się tą myślą, kiedy znowu grozę moim kwiatom, że jak nie chcą rosnąć to mogę je wyrzucić.

wtorek, 17 maja 2011

Uporczywość pamięci

Różnie to bywa z tą pamięcią. Jedni zapominają szybko, inni pamiętają całe życie. Jedno jest wspólne, jakoś łatwiej zapamiętujemy rzeczy złe niż pozytywne. Zastanawiam się czemu tak jest? Złe wspomnienia, czyli wcześniejsze złe przeżycia stanowią później bazę dla psychoanalityków, którzy z naszej pamięci wyciągają najboleśniejsze wspomnienia. Jak to jest, że mijają lata a my wciąż pamiętamy. Mówi sie, że kobieta wybaczy, ale nigdy nie zapomni. Może coś w tym jest, ze my baby jesteśmy wrednie pamiętliwe? I wcale nie chodzi tu o sprawy damsko męskie. Ale o błahostki między koleżankami czy przyjaciółkami. " Ja już się do niej nie odzywam, bo ona kiedyś..." Wydaje mi sie, ze złoszczę się ale długo nie pamiętam, pogodziły się i dziś gadają ze sobą. Ale chyba mam jakieś takie wewnętrzne bariery przed osobami, które nie doceniają chęci zgody czy sa obłudne. Jakoś tak wewnętrznie czuję obrzydzenie do zbyt dużej, obrzydliwie lepiącej i sztucznie, z wysiłkiem umalowanej frazesami życzliwości. Taką osobę trudno jest nazwać. Nie mam pojęcia jak. Czuję tylko ogromny wstręt. Staram się nastawiać pozytywnie do ludzi. Ale jeżeli widzę dwie twarze, i te pozory to mnie trafia. Nie robię awantury, ale ograniczam o ile to możliwe sposobności przebywania w towarzystwie takiej osoby. I nie ważne jak często takie osoby pojawiają sie na mojej drodze, moja uporczywość pamięci wciąż mnie męczy- i jakoś już nigdy sie nie przekonuję do danej osoby. Z drugiej strony cenię sobie osoby szczere. Ba czasem za szczere. Potrafię się na nie pogniewać, fochać a nawet w dość niemiły sposób z nimi rozprawić. Ale po jakimś czasie wszystko wraca do normy i nie wiem czemu moja pamieć wcale już nie jest taka uporczywa bo za Chiny nie mogę sobie przypomnieć o co chodziło! Może to jednak z chemią jest związane? Lilian Glass uważa, ze to wina toksycznych ludzi, którzy na nas źle wpływają. Ich życie opiera sie na czerpaniu korzyści, zwłaszcza emocjonalnych kosztem innych ludzi. Czasami robią to nieświadomie a czasami są to tylko nasze kompleksy. Jednak prawdziwie toksyczna osoba sprawia, ze czujesz sie gorzej niż po spotkaniu z taką osobą. I chociaż nie obraziła cię wprost to jej toksyczne słowa na długo pozostają jak ciernie w Twojej pamięci. Na szczęście są jeszcze kochający ludzie, którzy pomagają nam te toksyczne kolce powyciągać. I nie chodzi tu o kwestię przebaczenia czy walki z takimi osobami, ale chyba o trzymanie się od nich z daleka lub odganianie jak natrętną muchę. Bo po takim kolcu może zostać blizna, a wtedy uporczywość naszej pamięci się wzmacnia, wzrastają też negatywne odczucia i emocje. Prawdziwe! Przeanalizowałam kilka takich podejrzanych, typowanych toksycznych ludzi i dochodzę do wniosku, że życie bez nich jest o wiele spokojniejsze. Można nabrać odporności, ale trzeba poświęcić temu trochę czasu. temu- a nie tej osobie! Faktowi, dlaczego zostaliśmy zranieni i co nas zabolało. Dobrze, że mąż pomaga mi czasem takie kolce powyciągać! Jeżeli ktoś jest całkowicie odporny to gratuluję, ja nie jestem. A może to i lepiej, bo więcej jest jednak osób, które dostają kolcami i zawsze przy takiej okazji można porównać doświadczenia i się zaprzyjaźnić! Z drugiej strony zastanawiam sie po co te toksyczne- napromieniowane złością czy fałszem osoby- to robią! Przecież im to w życiu w niczym nie pomoże? A tylko stracą? Może to takie geny, a jak powiedział jeden mądry wujek: "gena nie wydłubiesz!"

poniedziałek, 16 maja 2011

Jeszcze raz

Jeszcze raz jeszcze noc taka młoda ,
jeszcze raz co na później tego szkoda,
jeszcze raz obie dusze w jedno ciało,
jeszcze raz pod powieką będzie biało,

co z prochu powstać ma teraz, obróćmy w proch.



Ref. Jeszcze raz
zabierz mnie do pierwszej łzy,
jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy,
zatańczmy, zatańczmy zerwij ze mnie wstyd
Jeszcze raz
zabierz mnie do pierwszej łzy,
jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy,
zatańczmy, zatańczmy tak jak jeszcze nikt .

Jeszcze raz czas rozpływa się z gorąca,
jeszcze raz wschodzą we mnie słońca,
jeszcze raz chce usłyszeć jak mnie wołasz,
jeszcze raz zanim zgasnę w twoich dłoniach,
jeszcze raz, jeszcze raz jeszcze jeden,
jeszcze raz odpłyniemy w siebie,
jeszcze raz w naszych czterech ścianach nieba,
jeszcze raz uwolnimy dzikie serce,


co z prochu powstać ma teraz obróćmy w proch !!!

Ref. Jeszcze raz
zabierz mnie do pierwszej łzy,
jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy,
zatańczmy, zatańczmy zerwij ze mnie wstyd
Jeszcze raz
zabierz mnie do pierwszej łzy,
jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy,
zatańczmy, zatańczmy tak jak jeszcze nikt .

Jeszcze raz...
Jeszcze raz zabierz mnie, jeszcze raz powiedz że..
zatańczmy, zerwij ze mnie wstyd...
Jeszcze raz
zabierz mnie do pierwszej łzy,
jeszcze raz powiedz, że nic się nie liczy..

niedziela, 15 maja 2011

Przerwa ciasteczkowa





Odżywiamy się zdrowo- przynajmniej próbuję. Ale są dni, kiedy zwyczajnie muszę pochłonąć tonę ciasteczek- najlepiej z czekoladą, kawałek czekolady czy mnóstwo owoców, najlepiej słodkich luba bardzo kwaśnych, a jeszcze lepiej w postaci sałatki owocowej. Niektórzy uważają, że nasz organizm czasami potrzebuje czegoś, brakuje nam jakiejś witaminy czy minerałów dlatego też sięgamy po dany produkt. Bzdura! Jesteśmy tak zagłuszeni "śmieciowym" jedzeniem i przyzwyczajeni do własnych upodobań smakowych ( na co rzecz jasna mają wpływ nasze kochane mamy), więc trudno normalnemu organizmowi wołać smakowo o coś konkretnego. Co innego jeżeli jest to kobieta w ciąży. Jej hormony mają takie przebicie, że nie proszą o konkretną rzecz tylko krzyczą: " Dawaj mi tego cholernego ogórka!" Dlatego też teoria zachcianek, gdy nie jesteśmy w ciąży, że same uzupełniamy brakujące witaminy, przez chęć na "ciasteczka" jest grubo przesadzona. Prawdą jest, ze poprawiamy sobie znacząco samopoczucie. Ja za to uwielbiam poprawiać sobie humor jedzeniem. Nie koniecznie jest to czekolada, jej akurat tak nie lubię. Ale ciasteczka, ulubiony magazyn czy film, czasem książka, w zależności od temperatury otoczenia: herbata lub soczek i odpływam w swój własny świat. I raczej z niego nie wyjdę przed skończeniem się: czytanego artykułu, oglądanego filmu, lub co jest najboleśniejszym powrotem do rzeczywistości- skończeniem się ciasteczek. Mówię, że w moim przypadku, niekoniecznie są to ciasteczka. Mogą to być owocki, np. winogrona. Przy czytaniu nawet nie zauważam kiedy zniknęło 1,5 kilo. Nie mam pojęcia czy się od tego tyje czy nie, wiem tylko, że w jakiś kosmicznie cudowny sposób wracam do normalnego funkcjonowania. Odstresowana i chętna do pracy. Czasami robię sobie taką mała przerwę. Taką przerwę ciasteczkową.

Rogaliki z dżemem lub marmoladą- produkcji mojej mamy. Więcej na www.zdrowinacodzien.blogspot.com Pycha
Ciastka z dżemikiem lub delicje- bajka.






sobota, 14 maja 2011

Anne Geddes







Uwielbiam jej zdjęcia. Może mężczyźni nie reagują na nie z takim zachwytem jak kobiety, ale to nic nie szkodzi. Ciekawa jestem, czy na samym początku autorka nie była oskarżana o wykorzystywanie maluszków. jak widać na zdjęciach nic złego im się nie dzieje, zresztą większość fotografii wykonywana jest, kiedy dzieci smacznie śpią. Czy wtedy cała ekipa chodzi na paluszkach, wszyscy do siebie szepczą? Czy matka noworodka czuwa tuż obok, a może relaksuje się chwilą wolną od płaczu maleństwa? Kto wie jak wygląda taka sesja zdjęciowa. Widać, ze jest to dokładnie przemyślana kompozycja. Tu nie ma czasu na setki powtórzeń. Nie wiadomo, czy dziecko nie zacznie zaraz płakać bez ustanku albo krzyczeć. To wciąż jest istotka, w której świecie nie istnieją takie pojęcia jak dubel, potrzeba jeszcze jednego zdjęcia, praca i pieniądze. Na razie istnieje mama, jedzenie i tata. I to poczucie bezpieczeństwa. A tu cały świat jest obcy i pełno ludzi patrzy się w dziwny sposób. Chciałbym być obecna podczas takiej sesji zdjęciowej. Zaobserwować jak pracuje fotograf, jak reagują dzieci i cała ekipa. No cóż, na razie pozostają te przepiękne obrazy pani Geddes.














czwartek, 12 maja 2011

Niskie ciśnienie atmosferyczne

Chmury burzowe nad plażą
Po prostu człowiek czołga się po schodach w pracy, czołga się po korytarzach... tak nisko potrafi nas zgnieść i powalaić ciśnienie! Tak suniemy otępiali przez dzień wymieniając ze znajomymi spostrzeżenia co do pogody i wiadomego, niskiego, dobijającego nas ciśnienia. Bo w Poznaniu pogoda wyjątkowa:/ Gdzieniegdzie przebłyskuje słońce i od rana zbiera się na burzę, ale jak tu sobie poradzić z natłokiem obowiązków? Nie można od tak sobie zwalić wszystkiego na pogodę i wrzucić na luz- chociaż jeżeli będzie taka możliwość to nie omieszkam jej wykorzystać. Postanowiłam postawić na symulację, czyli wpływanie pozytywne. Czerwony żakiet i buty- podobno czerwony dodaje energii i pobudza do działania, ale jak na złość nic nie działało. Gorąca czekolada zamiast kawy też nie pomogła, zemdliło mnie tylko. I nagle telefon. Wydarzyło się coś w mojej rodzinie. Takiego stresu dawno nie miałam. Kilka telefonów i po godzinie wszystko się dzięki Bogu wyjaśniło. No proszę, przez ostatnie dwie godziny latałam jakbym czystą kofeinę dożylnie dostała. Mój organizm taką dawkę adrenaliny mi strzelił, że jeszcze czuję efekty. Wiem, że niestety muszę odpocząć po tym dłużej, ale stres przydaje się od czasu do czasu. Podnosi z nizin do których nas sprowadza ciśnienie. Fajna taka naturalna stymulacja- co prawda za stresem nie przepadam, ale od czasu do czasu współdziałamy w dobrej wierze. Racjonalnie sobie tę współpracę dawkujemy- a przynajmniej się staramy, żeby się za nadto nie zaprzyjaźnić. Bo mimo wszystko, stres jak kofeina niszczy i uzależnia.
Piękne zdjęcie chmur burzowych

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...